Tydzień w Portugalii zaliczony!
Przydałoby się jakieś podsumowanie... Cóż, jedna pewna rzeczą jest to, ze tu nic nie jest pewne, a dodatkowo: wszystko jest możliwe.
Pogody nie przewidzisz, raz słonce raz deszcz jak w filmach z bolywoodu
Dosyć osobliwie poruszają się też mieszkańcy tego miasta na ulicach, jakby chcieli walczyć na klaty. Ida do przodu nie zważając na nic i na nikogo. A nasze białostockie babcie pchające się do autobusów i z prędkością światła zajmujące wolne miejsca to nic w porównaniu do starszyzny tutaj. Nie wiem skąd im się to bierze, ale trzeba będzie przywyknąć i nauczyć się na nowo chodzi po ulicach. Przejście przez sama ulicę to też niezła atrakcja. Kierowcy pędza tu jak wariaci a w ostatniej chwili zatrzymują się aby Ci ustąpić i to często w najmniej oczekiwanych miejscach.
Ze zdrówkiem już lepiej, jeśli zapalenie gardła można nazwać lepiej.
W naszej rezydencji co raz więcej ludzi, ale nadal pozostaje to kolonia polsko – litewska, jako, że jesteśmy w większości. Już sobie z Basia nawet głupie żarty na temat społeczności litewskiej robimy, a’la Chuck Norris czy twoja stara, aaaj, niedobre dziewczynki :P
Trochę bez ładu i składu ta notka, ale niedziela jest a tu w niedziele jakoś ciężko :P
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz