Sprawozdania z wypadu do Galicji się nie doczekaliśmy, więc teraz pora na Katalonie i Baleary.
Kolejna przygoda z Hiszpania zakończona. Po Vigo, Santiago de Compostela i La Coruna przyszedł czas na Barcelonę i Ibizę.
Cóż tu dużo mówić, dwa niesamowite miejsca, które nieźle nam wszystkim namieszały w głowach. Wypad 10 osobowy (wszystko polskie dzieci) zawdzięczamy znakomitej firmie Ryanair, która swoimi promocjami zwaliła nas z nóg. 4 bilety łącznie w cenie 0.04 euro centów. Kochamy low cost airlines!
No ale do rzeczy. Hiszpania wcale nie przywitała nas z otwartymi ramionami. Pierwsza noc – 12 godzin na lotnisku niedaleko Girony. Koszmar. Gorzej. Wysiedziałam do 4 nad ranem grając w przedziwne gry, pijąc najdroższe wino (ceny na lotniskach sa okrutne :/). Po 4 moje baterie padły, a ja razem z nimi na niewygodne siedzenia na lotnisku. Jednak wszystkie lotniskowe męczarnie, zostały zrekompensowane pięknymi widokami z samolotu, Ibiza z lotu ptaka rozpieszcza wszytki zmysły!
Wyspa niewielka, wypożyczyliśmy wiec samochody i odkrywaliśmy ją kawałek po kawałku. Niestety 2 dni w raju to zdecydowanie za mało. Ibiza w listopadzie zaskoczyła nas niesamowicie łagodną pogodą, i spokojnym charakterem, To nie to same miejsce, jakie znają imprezowicze. Po sezonie miejsce te zamienia się sielankową krainę z pięknymi wyludnionymi plażami i miasteczkami gdzie spokojnie toczy się życie miejskiej ludności.
Na lotnisko wracaliśmy z poczuciem niedosytu… i obietnica ze wrócimy tu jeszcze na jakieś szalone party (po którym zbankrutujemy, bo wyspa ta w sezonie nieźle bije po kieszeniach)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz